Atelier Jarosła Cielniak best ever :)



Post poświęcony tej osobie był już w ubiegłym roku [klik] i doszły mnie suchy, że po publikacji w jego ręce trafiło kilka nowych głów. Zdjęcia wisiały w kolejce na pulpicie mojego komputera długo. Przyznam się bez bicia, że za długo. Ale ta postać zasługuję na godną oprawę. Nie chciałam pisać wymuszonych rzeczy.
 Mowa o Jarosławie Cielniaku. Właściciel Atelier w samym sercu Warszawy na ulicy Żurawiej, cudowny fryzjer i jeszcze świetniejszy facet, a ponadto jak wiele z Was zauważyło również piekielnie przystojny. To jemu regularnie oddaję się pod pędzel i nożyczki. Tym razem kolejny raz postanowiłam przybliżyć Wam tą postać za sprawą drobnej zmiany na głowie... Nigdy nie odważyłabym się przyjść tu z wydartym zdjęciem gwiazdy i pokazać palcem, że tak chce w obawie przed wyśmianiem. Nie będę przecież drugą Małgorzatą Kożuchowską czy Joanną Przetakiewicz. Jednak zawszę wyjdę z fryzurą, która pasuje do mnie idealnie i podkreśla moje piękno. Przede wszystkim taką w której będę sobą, a nie mizerną kopią jakiejś aktorki... To jemu zawdzięczam swoją nową grzywkę, w której jestem totalnie zakochana! Zaczęliśmy delikatnie od nieco za długiej zasłonki, żebym zdążyła się przyzwyczaić i mogła po tygodniu wrócić na przycięcie jej. Po tym jak wielu znajomych zachwycało się nową wyczeską byłam już pewna, że to traf w dziesiątkę. Nie ma ombre... Padł werdykt, że gdybym chciała kolejne ombre byłoby to ostatnie w moim życiu, a bynajmniej w tej długości włosów. Co więc wyczarował Mr. J.? Troszkę refleksów w dolnych partiach, żeby rozświetlić włosy i nadać im trójwymiarowości. Przecież  nie mogłam się zdecydować czy chce ciemne czy jasne włosy, więc znaleźliśmy kompromis. W Atelie zaopatruję się również w kosmetyki, bo wiem że tu zostaną one dobrane idealnie do potrzeb moich włosów. A nie jest to miejsce wierne jednej marce, pojawiają się tu co pewien czas kosmetyki po ogromnej selekcji, żeby klientkom zaoferować to co najlepsze. To tu kupiłam swój pierwszy olejek arganowy do włosów marki Phytorelaks, zanim trafił do powszechnej sprzedaży. Dzięki pielęgnacji włosów profesjonalnymi kosmetykami i cudotwórczym ręką Jarka moje włosy odżyły i zaczęły wreszcie rosnąc. Jeśli jutro Jarek przeniósłby się do Nowego Jorku nie znalazłabym nowego fryzjera tylko już zabukowała bilety na samolot! to chyba najlepsza rekomendacja jaką mogę wystawić. A Wy? Przekonajcie się sami.
Ps. Jarek jest mistrzem zabiegu keratynowego




 
 
 



 

 

 
 

 With NoMAD

14 komentarzy:

  1. też chcę takiego fryzjera! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. ale świetne zdjęcia :D super pozytywne ♥ jak zawsze:))
    a fryzurka piękna...naprawdę dobrze w niej wyglądasz:))
    buziaki! i zapraszam do siebie w wolnej chwili;)

    OdpowiedzUsuń
  3. patrzę na te zdjęcia i myślę "fajna z Ciebie babka", bije z tych zdjęć ciepło i radość życia, które fryzjer tylko cudnie podkreślił ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. WOW........GENIJALNY KOLOR KOCHANA-ZAZDROSZCZĘ:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana Ty to masz dobrze, ja tylko ciągle widze posty u Fryzjera - tez chcę tak! ;)) ślicznie wyglądasz ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna fryzurka!
    pozdrawiam;*

    http://linde-lo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Znam Pana na ostatnim zdjęciu ;p to mój był sąsiad, Paweł K. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. jesteś piękna! :)

    OdpowiedzUsuń