J Beverly Hills - PLATINUM


    Najchętniej recenzję zakończyłabym na słowie rewelacja. Od pewnego czasu dziele się z Wami coraz częściej tym co warto postawić na swojej półce w łazience. Tym razem nadeszła pora na pielęgnację włosów. W moim przypadku  dzieli się ona na dwie grupy - po pierwsze pielęgnacja skóry głowy i po drugie pielęgnacja włosów. Mimo iż zmagam się z problemami skóry głowy nie zapominam dbać o włosy. Do tej kategorii kosmetyków przywiązuje dużą uwagę, chyba nawet większą niż do pielęgnacji ciała czy nawet twarzy.
    Dziś pod lupą są kosmetyki zza oceanu J Beverly Hills, moja przygoda z tą marką zaczęła się od suchego szamponu zakupionego podczas jednej z wizyt w Atelier Jarosław Cielniak. Bardzo cenię opinię swojego fryzjera i staram się kupować tylko polecane przez niego kosmetyki, jeśli chodzi o pielęgnacje włosów, gdy mowa o  skórze głowy idę za radą dermatologa. Dzięki temu zaskakuję dawno niewidzianych znajomych coraz to dłuższymi i zdrowo lśniącymi włosami.


   Jeśli najlepszy fryzjer w mieście rekomenduje mi linię PLATINUM wiem, że się nie zawiodę. Każdy kosmetyk zapakowany jest w karton, dodatkowo czarno biała szata graficzna - to wszystko nadaje szczyptę luksusu. 
   Odbudowujący szampon ukryty w czarnej butelce ma za zadanie zregenerować włosy pasmo po paśmie. Konsystencja niezwykle gęsta, co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Wystarczy niewielka ilość, aby na głowie mieć czepek z piany ( jeśli zdecydujecie się na zakup nie wpadajcie na pomysł rozrzedzenia go z wodą ). Zapach nikogo raczej nie powali na kolana, ale przede wszystkim nie zrazi. Ogromny plus za brak siarczanów i parabenów, co jest podkreślone dużą czcionką na etykiecie. Zastosowanie samego szamponu, bez odzywki, maski czy olejku zapewnia nam już blask i elastyczność włosów. Szampon spełnia świetnie swoje zadanie, o którym zapewnia nas producent.

   
 Maska niezwykle intensywnie regenerująca. Mandarynka, kwiat limonki i 25 olejków wygładzają włosy, ułatwiają rozczesywanie i zapewniają włosom składniki niezbędne do ich odbudowy. Jednak bardziej od cudotwórczego działania urzekł mnie zapach. Wiem to na pewno - jeśli skończy się maska uronię łzy. Od niedawna uwielbiam kiedy wiatr targa mi włosy i mogę z każdym podmuchem poczuć mandarynkowo limonkowy zapach otulający pasma. Stosowana systematycznie sprawi, że nawet włosy wymagające intensywnej regeneracji odżyją na nowo i staną się pełne blasku. Nie zapominajmy jednak, że maska to kosmetyk intensywniejszy od odżywki i nie stosujemy go codziennie, nakładamy w rozsądnej ilości i bardzo dokładnie zmywamy.  Produkt zasługujący na medal z dziedziny pielęgnacji włosów.


   Ostatnim krokiem w pielęgnacji moich włosów są olejki. Rytuał po każdorazowym umyciu włosów. Kilka kropel rozgrzanych w dłoniach nakładanych na końce wilgotnych włosów przed suszeniem. Olejek zapewnia znakomitą ochronę przed ciepłem. Co prawda nie istnieje kosmetyk, który sklei rozdwojone końce lub doklei łamiące się końcówki, ale moje włosy uwielbiają miksturę z tej malutkiej buteleczki.  





   Stosowanie tych produktów utwierdza mnie po raz kolejny do słuszności pielęgnacji profesjonalnymi kosmetykami. Już dawno odrzuciłam drogeryjne specyfiki i zaczęłam troszczyć się o włosy jak w salonie fryzjerskim. Czasami warto zainwestować odrobinę więcej w coś co jest skuteczne, a nie działa jak zasłona dymna. Niekiedy wystarczy przeczytać skład INCI podany na opakowaniach, aby zniechęcić się do specyfików z drogerii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz