beautybook: Przywołajmy lato z St.Tropez

     Gdyby wszystkie kosmetyki tak pachniały moja toaletka musiałaby być stokrotnie większa. Jeśli mogłybyście poczuć jego zapach za pośrednictwem monitora komputera z pewnością większość z Was chciałaby się posmarować tym kosmetykiem. 
      Do samoopalaczy podchodzę zawsze z ogromną rezerwą i nie są to moje ulubione kosmetyki, choć oczywiście dziewczyny lubią brąz :P jednak leżakowanie plackiem na słońcu przeczy mojej dynamicznej naturze. I jak tu pogodzić niechęć do opalania i słabość do skóry muśniętej słońcem? Słońce w tubce, czyli nielubiane przeze mnie samoopalacze. Czemu? Mają nieprzyjemny zapach, brudzą ubrania, nierówno się zmywają i z cudem graniczy równe rozsmarowanie bez smug a i przeważnie efekt jest sztuczny. Wbrew tak wielu NIE zdecydowałam się spróbować kosmetyków, którymi zachwyca się cały świat i o których huczy w internecie. Efekt? Jestem zachwycona! 
     Do całej operacji przywołania lata podeszłam z ogromnym dystansem, mimo to bardzo poważnie. Balsamu do ciała nie nakładam na twarz, więc zdecydowałam się poza samoopalaczem do ciała zaopatrzyć także w ten z przeznaczeniem do twarzy. Na mojej toaletce znalazł się także produkt instant, czyli kosmetyk nadający natychmiastową opaleniznę utrzymującą się 24h i polecam go osobą, które na ostatnią chwilę szykują się na specjalne wyjście a zapomniały położyć się na leżaku i łapać promienie słońca czy też zamknąć na solarium, a na efekt samoopalacza nie mają czasu czekać, a mimo to chcą pokazać opalone ciało.
     Wolicie pianki czy kremy? Ja nie mogłam wybrać i zdecydowałam się na obie konsystencje. Pytanie co wybieram po użyciu obu? Hmmm nadal nie mam zdecydowanego faworyta. Jeśli aplikacja to tylko za pomocą rękawicy/gąbki, jak zwał tak zwał, ale jest bardzo pomocna noi raczek sobie nie pobrudzimy. Haaaa ... gdzie się podział ten nieprzyjemny smrodek, który zawsze kojarzy nam się z samoopalaczem? Znikł! A przynajmniej został wyeliminowany do minimum. Smugi? Skądże znowu! A w tajemnicy zdradzę, że robiłam test smarując się po ciemku ha ha był lekki stres czy rano będę wyglądała jak dalmatyńczyk, jednak zaliczone wzorowo. Oba produkty są z przeznaczeniem do ciała, ale mogą być także użyte do twarzy, ja jednak postawiłam na ukierunkowaną pielęgnację i na samoopalacz stricte do buziulki. Ten kosmetyk wywoływał we mnie największe obawy... Jest wiele powodów, a główny to moja tłusta skóra i rozszerzone pory, w które uwielbia wchodzić samoopalacz tworząc szpecące ciemne kropki  na twarzy jeszcze bardziej widoczne niż przed jego użyciem. Zawiodłam się i rozczarowałam! Ale, ale w pozytywnym kontekście. Skóra nie była bardziej przetłuszczona, pory nie uwydatniły się jeszcze bardziej, a ja wyglądałam jakbym owiała twarz słoneczkiem. Czyli wszystko tak jak być powinno, a ja ze zmienionym podejściem do opalenizny w tubce niebawem zdradzę Wam kolejny kosmetyk, który jest absolutnym hitem w kategorii kosmetyków samoopalających.








4 komentarze:

  1. Wiem, że to nie post o biżuterii, ale czyżby puzzel Moniki Roth wisiał na lustrze? ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. ale masz ślicznego miśka;))
    pozdrawiam woman-with-class.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. słyszałam że te kosmetyki są świetne, dla mnie hitem na lato sa rajstopy w sprayu sally hansen.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam samoopalacz w sprayu jestem średnio zadowolona z tych kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń