WYZWANIE - tłuszczu giń


     Jak już zaobserwowaliście na fanpage`u od niedawna wzmożyłam swoją sportową aktywność, a także zmieniłam sposób odżywiania się. Po pomoc postanowiłam udać się do specjalistów w swoich dziedzinach. Mój codzienny harmonogram poddałam totalnej rewolucji, aby dopasować się do zaleceń dietetyczki, a także wygospodarować czas na treningi. Od dawna powtarzałam, że jestem tak zasypana pracą, że to nierealne... Dla chcącego nic trudnego! 
     Efekt? Mój dzień nadal jest zabiegany, ale o wiele bardziej uporządkowany. Planując grafik na tydzień w pierwszej kolejności uzgadniam dwa treningi. Dzięki ćwiczeniom z trenerem personalnym nie odpuszczam treningów, bo nagle mi wypadło jakieś spotkanie. Mimo ciężkich treningów i hekto litrów potu mam więcej energii i o wiele lepsze samopoczucie. Coraz częściej czuje, że jak nie ja to kto:) Kiedy przybijam piątkę z trenerem na koniec to wiem, że dałam z siebie wszystko nawet kiedy krzyczę, że nie dam już rady. Palę tłuszcz i wydzielam endorfinki - ta euforia i duma na zakończenie treningu to najlepsze uczucie.      
     Ale treningi wpływają także na ciało, a może przede wszystkim. A ono się zmienia. Czuję się lżejsza, zauważam delikatne luzy w tych ciuchach, które były już przyciasnawe. Mogę wejść po schodach na coraz wyższe piętro bez zadyszki :P Jestem bardzo dobrze opatulona tłuszczykiem, ale zmieniam już drobnymi kroczkami oponki zimowe na letnie, więc o rzeźbieniu ciała trudno mówić, ale o wzmacnianiu mięśni jak najbardziej.
      Na miejsce ćwiczeń nie wybrałam zwykłej siłowni. Czemu? Cenię ludzi z pasją i indywidualne podejście do klienta, zabrzmi banalnie ale to właśnie miejsce gdzie nie czuje się jak kolejny wykupiony karnet i nikt nie każe mi przerzucać hantli w każdym ćwiczeniu. Centrum treningowe / klub treningowy a nie siłownia. PERSONAL TRAINING CENTER - bo to nie jest zwykłe miejsce. Tak jak ważne są dla mnie buty w których chodzę tak istotne jest dla mnie miejsce w którym ćwiczę. Slogan niczym z bilbordów wyborczych, ale to właśnie tutaj poczułam się jak odrębny przypadek, to tutaj pierwszy raz ktoś zapytał się o mój tryb życia, stan zdrowia i cele, które chce osiągnąć z ich pomocą.
     Przygodę z aktywnością rozpoczęłam z Marcinem - mój trener personalny na pierwszy tydzień, a mam ich trzech :) Od przybytku głowa nie boli! Wprowadził mnie w tajniki, zdradził kilka zasad i odkrył przede mną największą tajemnicę: buty na trening nie wybieramy dlatego, że są różowe :P ha ha 
     Po pierwszym treningu spodziewałam się najgorszego. Z sali wyszłam o własnych siłach, a w wyobraźni już miałam obrazy jak na czworakach błagam o łyk wody. Podobno początki są łagodniejsze. Co wcale nie znaczy, że następnego dnia nic nie czułam. Ojj były doms-y, ale nie na tyle by mnie unieruchomić, a wręcz dać powera na następny raz. Delayed onset muscle sorness to opóźnione bóle mięśniowe nazywane przez wielu potocznie "zakwasami".
     Co ćwiczymy? Jak ćwiczymy? Ile ćwiczymy? Rozpoczynam od 10-15 minutowej rozgrzewki na bieżni, następnie trener porywa mnie na salę na rozgrzewkę funkcjonalną. Noi bierzemy się do roboty - 60 minut porządnego wysiłku. Czy to koniec? O nie! -jeszcze na zakończenie 30 minut na bieżni, a jeśli dam radę to 40. Jak często? Dwa razy w tygodniu z trenerem personalnym plus trzeci godzinny trening aerobowy już bez asysty.
    Rozpoczynam 3 tydzień ćwiczeń i największego kopa daje, gdy znajomi zauważają zmiany - wtedy chce się jeszcze więcej.

     

     Przed przyjściem do Personal Training Center miałam uraz do wykonywania brzuszków, ciągle bolały mnie plecy, a szczególnie dolna partia i miałam wrażenie, że jestem za gruba żeby je wykonywać. I tutaj trener rozjaśnił mi nieco moje zaściankowe myślenie, że najważniejsze to nie zapomnieć o dolnej części pleców, czyli  prostownikach grzbietu przy wzmacnianiu brzucha. Ból pojawiający się podczas "brzuszków" to nie był dobry sygnał, mógł oznaczać że albo wykonywałam źle ćwiczenie albo jest na nie za wcześnie, bo urazy kręgosłupa w moim przypadku wykluczyliśmy. Mam plecy słabsze w stosunku do brzucha i należy poświęcić im taką samą jak nie większą uwagę na początku treningu, więc wzięliśmy się za plecy, żeby wyćwiczyć tarkę na brzuchu. 
  
Trener personalny MARCIN NOWAK
 










11 komentarzy:

  1. Gratuluję :) Mam nadzieję, że po miesiącu podasz tutaj swoje wyniki - spadające kg i cm :)
    Pozdrawiam i też walczę :) / MojeMalinoweLove

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne ćwiczenia, trzymam kciuki za wyniki:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję, też muszę się wybrać w końcu na siłownię. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powodzenia! Ja zaczynam sezon rowerowy :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Endorfiny są najlepsze <3 POWODZONKA :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Życzę powodzenia ja przez ostatnie 2 lata spadłem ze 128 kg do 105 kg. Chciałbym mieć ok 90. Może się uda zobaczymy.
    Paweł

    OdpowiedzUsuń
  7. To była jedna z ciekawszych sesji ;) Sporo się dowiedziałam, oprócz tego że robiłam foty hehe

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzymam za ciebie kciuki, bardzo mocno trzymam kciuki !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie wyglądasz w sportowych ciuchach :) Masz fajny elegancki styl, ale troche więcej luzu na codzień by nie zaszkodziło ;)

    OdpowiedzUsuń