beautybook : Second skin


    Jestem łasa na smakołyki, również te kosmetyczne. Więc gdy tylko pojawiają się jakieś nowinki kosmetyczne w perfumeriach od razu ruszam na zwiady.
    W sklepie z kosmetykami jestem jak Alicja w Krainie Czarów. Testuje wszystko i to z różnym skutkiem. Tym razem wycieczka zaowocowała w same Bingo! Cztery strzały i cztery bardzo celne trafienia. Dawno nie czułam się tak zadowolona ze swoich odkryć, szczególnie że nowe kąski do tanich nie należą. 

    Na pierwszy ogień poszedł najnowszy podkład Perfektionist Youth-Infusing Makeup SPF 25, który wyszedł z fabryki Estee Lauder. Od lat jestem wierna Double Wear`owi i każda próba zmiany kończy się kapitulacją. Po nazwie produktu skojarzyłam go z serum o tej samej nazwie z dopiskiem CP+R i podobno rzeczywiście podkład oparty jest na technologi CPR-75, która ma za zadanie wygładzać linie zmarszczek. Najbardziej zauważalny efekt po aplikacji to znakomite wygładzenie, zaskoczyło mnie krycie - spodziewałam się raczej delikatnego efektu z dość dużą obawą, bo jednak mam co przykrywać. Dodatkowo skóra staje się rozświetlona - dla mnie zbzikowanej na punkcie matowienia efekt był zachwycający, buźka wygląda promiennie a nie jak wysmarowana olejkiem, czyli świeżo i zdrowo, a za to ogromny plus. O redukcji zmarszczek nie napiszę tu wyprawki, nie ubolewam nad brakiem jędrności skóry twarzy, nie mam karnetu na zabiegi w klinice Ambroziaka, więc właściwości tej magicznej technologii nie zawojowały moim światem. 
    Ale, ale... Jest coś co wstrząsnęło - pędzel modelujący do aplikacji płynnych podkładów Sculpting Foundation Brush. Podobno powstał z myślą o udoskonaleniu aplikacji Perfectionista. Kosmetyki jak kosmetyki tu co chwilę marki prześcigają się z wymyślaniem czegoś nowego. Na rynku pędzli do makijażu rewolucję nie zdarzają się już tak często. Tym bardziej tupałam nogami, gdy zagraniczne blogerki chwaliły się nowym pędzlem na instagramie. Czekałam z ogromną niecierpliwością, aż zjawi się u nas i będę mogła się nim pomazać. Mały, ale wariat ... Oj tak! Niech Was nie zmyli jego niepozorny rozmiar. Opisują go zaokrąglony i ergonomiczny. Wiele Pań obraża się kiedy powiemy o nich zaokrąglone, w tym przypadku to ogromna zaleta. Pędzel dopasowuje się do anatomicznego kształtu twarzy, idealnie przylega do każdych wypukłości i wklęśnięć. Okrągłe policzki, czoło, żuchwa nawet nos nie są mu straszne. Połączenie włókien syntetycznych z naturalnymi tworzą dobry duet dzięki czemu nakładamy tapetę bez smug :) Mimo iż stał się on moich hitem od chwili pojawienia się w kosmetyczce to nadal na piedestale ustąpi miejsca Beauty Blenderowi.





    Szewc w dziurawych butach chodzi. Tak coś w tym jest. Nie zawsze kładę korektor pod oko i nie często wykańczam makijaż pudrem sypkim, ale nie od kiedy na mojej toaletce pojawił się La Mer The Powder. Pierwsze co oceniam w tego typu kosmetykach to konsystencja - drobniusio zmielony - BINGO! To już większa połowa sukcesu. Uwielbiam kosmetyki tej marki i spodziewam się po nich więcej niż po pozostałych. Ten drobny pyłek umieszczony został w dość sporym i niezbyt lekkim słoiczku tak więc to dość uciążliwy pasażer w torebce. Ale efekt jaki zapewnia rekompensuje ten drobny feler.  Ja fanka matu uwielbiam w nim te drobne pigmenty odbijające światło. To właśnie te sparkle sprawiają, że cera wygląda promiennie. Omieć nim buzie a się zakochasz. Choć jest dołączona gąbeczka do jego aplikacji został stworzony do nakładania pędzlem, przynajmniej takie jest moje zdanie. W internecie możemy poczytać, że jest to najbardziej luksusowy puder sypki - znam nieco bardziej snobistyczne produkty, ale z pewnością nakładając go można poczuć się nieco wyjątkowo, bo nie kupimy tego pudru w każdej perfumerii stacjonarnej, bo internet otwiera już inne możliwości.
   Dwie nowości jednej marki w tym samym czasie...  I`m in heaven. Kosmetyk w pięknym puzderku - podwójne niebo. Limitowana kolekcja rozświetlacza La Mer The Illuminating Powder do twarzy zamknięta w ślicznym opakowaniu z pędzelkiem w skórzanym etui wywołała u mnie iskierkę w oku. Taaaaak ten kosmetyk musiał znaleźć się w moim dorobku kosmetycznym. 







1 komentarz:

  1. rewelacyjne to zdjęcie pomocnicze :)lubię te podkłady, chodź sama używam uriage.

    pozdrawiam kochana
    http://velvetbambi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń