new me + Casual: Just Paul Capri






czapka Dsquared2 | tunika Just Paul | torba Chanel | buty Isabel Marant | zegarek Cartier | pierścionek TiSento


Nieczęsto można trafić na mnie w takim wydaniu. Przeważnie prezentuje się w szpilkach i tak też chodzę na co dzień. Styl "zawsze gotowa na wielkie wyjście" czy też "wyglądaj tak jakbyś miała spotkać swojego największego wroga" często spotyka się z komentarzami "ale się wystroiła... odj**na jakby szła na wielką galę". Ubieram się dla siebie! Jedyną osobą której opinię czasem biorę pod uwagę jest On. Nie, nie, nie najważniejszą osobą, która jest moim rozsądkiem na zakupach i niezastąpionym doradcą przed ważnymi wyjściami jest Marta, to ona ze stoickim spokojem znosi wysyłane tuziny zdjęć z przymierzalni, zestawów do wyjścia czy nóg w różnych butach z niekończącymi się pytaniami "i jak, które wybrać, kupić czy nie?" To właśnie ona powinna zostać nową redaktor naczelną Vogue :) bo to właśnie do niej pierwszej zawsze wysyłam posty do autoryzacji.
W moim wypadku Casual Look przegrywa z sukienkami w połączeniu z butami na wysokim obcasie, ale czasem każdy potrzebuje odskoczni. Czapeczka, trampki i bawełniana tunika to dzisiejszy zestaw. Musicie wybaczyć jakość zdjęć, ale nie były planowane. Robione iphonem podczas spaceru do warzywniaka po nektarynki, które zaraz po borówkach są moją największą miłością. Zdjęcie miało powstać jedno z przeznaczeniem na instagram, ale oglądacie je również na blogu. 
I tak płynnie ze stylizacji przechodzimy do owoców, więc ciągnąc dalej ten wątek wspomnę kilka słów o tym co wielu z Was tak interesuje. Zasypujecie mnie pytaniami: Jak to się stało, Jak mi się udało, Jak zgubiłam sadełko... Odpowiedz jest zawsze ta sama. Krótka i zwięzła, a dla jednych nawet olewatorska i chamska. Stare, dobre i klasyczne MŻ!!! Co to za skrót - mniej żryj! Nie mam zamiaru wyprowadzać z błędu tych osób, którym się wydaje, że mogłyby napisać moją autobiografię bo wiedzą lepiej, że zrobiłam liposukcje, pożeram garściami tabletki a nawet zmniejszyłam żołądek. Nie jestem prekursorem w dziedzinie dietetyki i wielu z Was nie powinno brać ze mnie przykładu. Posypią się lawiny negatywnych komentarzy i opinii od prawdziwych znawców i tych którym się wydaje że się znają. Jestem tego świadoma i powtórzę dla pewności, żeby do opornych dotarło - nie należy mnie naśladować ponieważ nie jestem dietetykiem, mój schemat działania nie był planowany a przede wszystkim efekt jaki osiągnęłam bardziej niż Was zaskoczył mnie samą.
Co znajdziecie na moim talerzu? To samo co wcześniej, ale z małymi wyjątkami. Jeśli myślisz, że nie chudniesz a jesz mało to bądź pewna, że nie jesz mało. Teraz zacznie się tekst dla ludzi o mocnych nerwach, bo ja nie jestem słodką idiotką cackającą się nad sobą i otoczeniem. Jem 1/10 dotychczasowej porcji. Jeśli twój tok rozumowania zakłada, że zamiast zjeść całą tabliczkę czekolady zjesz tylko jeden rządek to nie tędy droga. Głodzę się? Ależ skąd! To wcześniej się obżerałam. Geny? Jakie do cholery geny. Z ręką na sercu przyznaje się, że ja też zawsze miałam tuziny, miliony i setki wymówek czemu mam 30kg otyłości... A dodam, że nie jestem osobą bez chorób, więc powodów które przedstawiałam było sporo. Nie będę oszukiwać jedni mają łatwiej inni muszą przejść trudniejszą drogę pod wiatr i pod górkę, ale nie ma rzeczy niemożliwych! Czy chodzę głodna? Tak zdarza się. Wieczorami dopada mnie głód. Ostatni posiłek !staram! się zjeść o 16-17, a mój dzień trwa od 6 do 24. I co wtedy? Obraź się na mnie albo zasłoń oczy, ale w myślach wyzywam się od grubych szmat, która jeśli chce być chuda ma niewpie***ać i tak powtarzam sobie to 5 razy, a jak trzeba to 10. Im jestem dla siebie bardziej surowa tym skuteczniejsza. Łamiących prawo osób nikt nie głaszcze po główce, więc czemu ja mam się traktować z taryfą ulgową. I teraz się zacznie, że jestem zakłamana bo skoro chce być chuda to zdradziłam wszystkie plus sizki. Za to przepraszać nie będę!!!
 Kiedy uleciało pierwsze 5kg mój uśmiech do swojego odbicia w lustrze był nieco szerszy niż jeszcze pół roku temu mimo, że miałam kompleksów pół tony to akceptowałam siebie, ale to uczucie tak mi się spodobało że straciłam kolejne 5kg i jeszcze następne, aż na dzień dzisiejszy doliczyć się można 24,5kg. 
Trafiłam ostatnio podczas porządków do zdjęć z licznikiem wagi 94kg i JESTEM Z SIEBIE DUMNA! Nie doszukuj się w tym tekście pogardy bo masz więcej kilogramów zawsze powtarzałam i powtarzać będę - jesteś piękna bez względu na rozmiar spodni jaki nosisz. 
Zaszła we mnie duża zmiana, wielu z Was zainspirowało się moją metamorfozą. Otrzymuje ogromne ilości wiadomości z pytaniami o przykładowe posiłki. Chwalicie się że moje zdjęcia dały Wam kopniaka i gubicie kilogramy razem ze mną, a ja każdemu z Was kibicuje i jestem dumna jeszcze bardziej niż z siebie. 
Co jem? Może to czego nie jem. Słodycze! One na pewno Ci nie pomogą. Ja najlepiej wiem jak trudno je odstawić, ale musisz uwierzyć mi na słowo, że to tylko przyzwyczajenie, po pewnym czasie innym dla każdego przestaniesz mieć na nie ochotę, a wręcz jak ktoś Cię będzie częstował powiesz bez najmniejszego trudu: Nie, dziękuje, nie mam ochoty. Jeśli mowa o słodyczach to nie tylko o czekoladzie, ciastkach i batonach, a także o napojach i soczkach, które pijecie bo są niby owocowe nie zdając sobie sprawy ile w nich cukru... W moim jadłospisie jest woda i kawa ( z mlekiem i słodzona inaczej nie przejdzie mi przez gardło :P), oczywiście piję colę czy sprite ale tylko do wódki czy whisky. Na śniadanie pałaszuje jogurt naturalny najchętniej z borówkami lub jakiś jogurt, mleko z cini minis, owsiankę albo same owoce, to już zależy na co mam ochotę, czyli to co jadałam zawsze. Uwielbiam też z rana serek wiejski z pomidorem i to najlepiej malinowym, ale ten który jest zgranulowany więc w sklepie robię test grzechotki i potrząsam, aż trafie na ten właściwy. Zapytacie teraz o pieczywo. Nie jem go wcale! Nigdy nie byłam kanapkowym potworem, więc no co tu dużo pisać - po prostu nie jem pieczywa. Jestem za to sałatkowym maniakiem, ale to na dobre. Kocham sushi i zupy. Z wielkim żalem i bólem serca mając długą żałobę pożegnałam się z makaronami i roztopionym serem. Kocham ser i gdyby zniknął z powierzchni Ziemi moje życie straciłoby sens, na szczęście on nie zniknął, mój żywot ma dalszy sens, a ja jedynie staram się opierać jego kuszeniu. Długo trwało zanim zauważyłam, że z mojego jadłospisu zniknęło mięso. To było szokiem nad szokami. Nie jestem mięsożercom, ale obiad bez kawałka indyka czy kurczaczka to tak jak iść na zakupy bez portfela. Pojawia się w niewielkiej ilości jako dodatek w sałatce, ale niezwykle rzadko. I jak ja się z tym czuje? Znakomicie, wyśmienicie i wspaniale. Pewnie wydaje Wam się, że chodzę ospała, ledwo przebieram nogami, a moja cera jest zszarzała, bo jak z takim jadłospisem można inaczej. Jesteście w ogromnym błędzie. Pokłady mojej pozytywnej energii nie zmalały, buzia promienieje, a ode mnie bije aura i szczęście. 
Najważniejsze to nie stosować jakiś drakońskich użyczonych z kosmosu diet, które wywracają nasze życie do góry nogami, a Ty jesz posiłki z zamkniętymi oczami, bo gwarantuje że szybko się znudzisz i przybijesz piątkę efektowi jo-jo. 
Jak każdy jestem tylko człowiekiem i również mam swoje chwile słabości. To są te chwile kiedy nie wyzywam się w myślach, a z pełną świadomością i wyrzutami sumienia na następny dzień daje się ponieść przyjemnościom życia. Malutkie grzeszki mają postać lodów, na randce podjadam mu pizzę, a na imprezie urodzinowej poczęstuje się tortem, ale nie zjadam całego pudła tych lodów, pizzą się częstuje a nie zamawiam dużą tylko dla siebie, a i tort tylko dla smaczku. Ważnym spostrzeżeniem z perspektywy czasu jest brak jedzonka chemicznie przetworzonego. Unikam rzeczy, które są nafaszerowane chemią. Nawet zupa w restauracji potrafi być z proszku, więc wybierz tą którą najmniej o to podejrzewasz. Oczywiście pitu pitu... sezon letni to cudowny czas na owoce i warzywka, więc łatwo mi się mądrzyć, bo można zajadać się nimi na okrągło. Przecież nawet do kina zabieram pojemnik borówek zamiast popcornu,  On jest zachwycony tą podmianką, a ja i tak wolałam nachosy. 
Dla pewności powtórzę, że nie jest to materiał naukowy, przepis na zdrowe schudnięcie czy racjonalne odżywianie, popełniam masę błędów i jestem tego w pełni świadoma, ale ważąc 25kg więcej też je popełniałam. Niech moja przemiana nie będzie dla Ciebie gotową receptą i nie naśladuj mnie bo możesz sobie zaszkodzić, ale jedynie zainspiruj się i znajdź własną drogę.
Starałam się napisać jak najwięcej o moim sposobie, ale oczywiście w głowie mam tysiące myśli, których nie udało mi się zapisać, o milionie rzeczy zapomniałam wspomnieć, a o innym tuzinie nie byłam świadoma że Was interesuje, więc jeśli chcecie dowiedzieć się więcej piszcie i uzbrajajcie się w cierpliwość, a ja postaram się na wszystkie pytania odpowiedzieć.

13 komentarzy:

  1. Ja schudłam 8,5 kg :) jest mi coraz ciezej bo moja waga teraz to 60,5kg. Jestem tancerka o glownie moje cialo to miesnie. Moze moje zrzucone kg nie zrobia na Tobie wrazenia ale mi tez bylo bardzo bardzo ciezko :( trzymam dalej kciuki za Ciebie bo wygladasz wspaniale :) i niestety ja tez odstawilam slodycze :(
    Buziaki !
    Ps. Mam nadzieje, ze Ty tez bedziesz za mnie trzymac kciuki :) :*

    OdpowiedzUsuń
  2. gratuluje! Ja bez chleba na śniadanie nie przeżyje :P a przynajmniej tak mi się wydaje :D no i te słodycze, moja zmora!!!! od stycznia schudlam 13 kg ale chcialabym jeszcze 17 a waga teraz stoi :(

    OdpowiedzUsuń
  3. jestem tego samego zdania co Ty. Może mam polubionych dużo stron z plus size, ale od lutego jestem na diecie i siłowni(-15kg dzisiaj oficjalnie zleciało:D). I chciałabym jeszcze z 15kg, ale to nie znaczy, że te Panie które mają rozmiar 46 uważam za leniwe, bo jeszcze niedawno też tak miałam i uważam, że każda kobieta, która jeśli tylko zadba o siebie wygląda pięknie w każdym rozmiarze. Ja chcę schudnąć jeszcze trochę ze względu na to, że sprawia mi to ogromną radość i satysfakcję, że nie muszę wybierać ciuchów ze względu na rozmiar tylko pod względem mojego gustu :)
    Pozdrawiam i gratuluję ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny, szczery wpis. Pozostaje pogratulować determinacji. Odnośnie ostatniego posiłku to spokojnie nie ma problemu aby po tej 17 zrobić jeszcze jeden mały około 20.00 jeśli tak późno kończysz dzień. Ważne jest aby nie jeść przed samym snem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mysle, ze kolo 20-21 mozesz sobie wsunąć np chudy twaróg:) praktycznie samo bialko i wapn, ktory przyspiesza chudniecie ;) wygladasz pieknie i zdrowo, tak trzymaj :*

      Usuń
  5. Moje gratulacje, każdy ma inny sposób na siebie;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję Ci kochana już któryś raz! Wspaniała przemiana,może nie idealna w sensie dietetycznym,ale ten efekt spadku 25kg jest powalający!
    Nie wiem,czy nie doczytałam,ale w jakim czasie udało Ci się osiągnąć?
    Ja już po raz kolejny staram się zrzucić kilka kg, od 1-go września dokładnie. 3-go minęło mi pół roku od porodu,więc czas :) Twoje zdjęcia na fb mnie mega motywują!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja myślę, że opanowałaś kolejne funkcje Photoshop'a

    OdpowiedzUsuń
  8. mega mega zmiana!!! czy plus size czy nie jesteś przepiękna!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepiękna! Jesteś moją motywacją!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Iwonka wyglądasz prześlicznie, podziwiam Cię, ja nie mam tyle samozaparcia, uwielbiam jeść i piec ciasta i różne mięsa a kluski mogę jeść codziennie, pieczywa jem bardzo mało ale nadrabiam innymi produktami i w taki sposób schudnąć się nie da 😠. Patrząc na Ciebie wiem, że warto się pokatować, ale już nie chudnij, teraz wyglądasz bosko, właśnie tak chciałabym wyglądać heh, gratuluję dyscypliny, pozdrawiam Cię cieplutko Marzena

    OdpowiedzUsuń
  11. Dokładnie! Geny sie są wymówką. Ja mam zle geny + nadczynnosc tarczycy, a jednak udało mi się schudnąć 10kg!
    Ps. Piękne zdjęcia ;)

    OdpowiedzUsuń